Słabe ogniwa – eliminacja

Ten wpis w dużej mierze to truizm. Wydaje mi się oczywiste, że jeśli coś nam nie wychodzi, to szukamy przyczyny  z jakiego powodu i pracujemy nad tym. Szukamy co jest naszym słabym ogniwem. W dużej mierze, głównie u początkujących, jest duża chęć biegnięcia przed siebie. Bez zwracania uwagi na to, co dzieje się wokół.

Wydaję się, ze trzeba ciągle przeć, by nie odstawać, bo przecież inni też “pędzą”. Okazuje się jednak, że jeśli coś jest niedopracowane, to zaczyna się to przykrywać gwałtownością, arogancją, czasem innym “lakierem”. Brak techniki pokrywa się siłą, brak siły nonszalancją, a brak umiejętności cwaniactwem.

Przez pospinane barki i plecy techniki wychodzą za krótkie. Trener ciągle tłumaczy jak to zrobić, a wydaje ci się, że nie potrafisz tego zmienić. Zaczynasz się zniechęcenie i frustracje. Powoli upada wiara w siebie. I pomimo, że masz co raz większe doświadczenie odczuwasz, że gdzieś ciągle stoisz w miejscu… Równia pochyła do upadku. Czas zrobić kilka kroków w tył. Czas wyeliminować słabe ogniwa. Może to czas na bardziej ukierunkowany trening siłowy, a może przyda się praca nad mobilnością, czy umiejętnością rozluźniania.

Robisz wszystko na siłę, bo masz wrażenie, ze to jedyna jedyna broń w “starciu” kolegami z klubu? Bo jesteś najmniejszy, czy najmniejsza. A tylko ten sposób pozwala ci nadrobić brak pewności siebie w tym co robisz? Trener każe Ci się skupić na rozluźnieniu, dystansie, czytaniu walki i innych aspektach, które niby nie mają niczego wspólnego z tym, by poradzić sobie w treningu z tymi “chłopami”. Czas zrobić kilka kroków w tył i zacząć pracować nad wszystkimi aspektami, które wzbogacą twoje umiejętności, twoją grę, wyczucie, synchronizację, koordynację czasową itd. Nagle okaże się, że siła już nie jest potrzebna, by odnieść korzyści z treningu. Partnerzy treningowi też jakby się mniej spinali.

Krok w tył jest tylko pozorem, gdyż gruntowanie podstaw zawsze jest eliminowaniem naszych słabości. Wymaga to jednak pokory i pewnej dozy samoświadomości. Dlatego również warto zrobić krok w tył, gdy coś nie wychodzi. A może nawet usiąść i zastanowić się “dlaczego nie wychodzi?”, “co się dzieje?”, “czy to ciało, czy może głowa gdzieś nawala?” 

Tego rodzaju podejście wymaga dużej dozy dojrzałości treningowej. Trudno tego oczekiwać od początkującego adepta, który chce zwojować świat w kilka miesięcy.

Jak mówi chińskie przysłowie, że “kto próbuje dwa kroki na raz robić, za szybko nie idzie“. I nie chodzi tu o to, by poruszać się jak żółw w swoim rozwoju sportowym, ale by nie pomijać pewnych kroków, które są niezbędne. To nie do końca jest tak, że trzeba tylko ostro zapierniczać na treningach i będzie sukces. Podobnie jak w pracy, tak i w treningu, nie chodzi tylko by się zajechać, ale by robić to mądrze. Oczywiście niech ta mądrość nikogo nie zwiedzie, bo odrobina szaleństwa jest potrzebna wszędzie.

Słowo zachęty, by nie bać się pracować nad swoimi słabymi ogniwami. Zazwyczaj poprawienie jednego elementu, wpływa na wszystkie inne. Dlatego pracując nad jakimś konkretem, pracujemy w sumie na sumę wszystkich innych elementów. Nawet jeśli wydaje nam się, że nasza praca skupia się nad czymś bardzo “małym”, to jednak poprawienie tego, wpłynie na sumę pozostałych elementów.

Słabe ogniwa – wracanie do podstaw

Jako trener mam to szczęście, że wracam do podstaw naturalnie z każdą nową grupą początkującą. Lubię to. Nie nudzę się tym, pomimo, że wracam do podstaw co kilka miesięcy. By jednak uniknąć i u siebie monotonni, przesadnej powtarzalności, to staram się czasem wykorzystać te same zasady, ale ubrać troszkę w inną oprawę. Zdaję sobie sprawę, że umiejętność podania pozornie prostych i nudnych rzeczy w sposób interesujący, to wielkie wyzwanie. Ważne jest zarówno to, co się podaje, ale przede wszystkim to, jak się podaje. Znudzony trener własnym treningiem, to nie jest dobre rozwiązanie 🙂